ZADZWOŃ DO NAS - 12 352 25 25

Zamknięty przejazd do szpitala. Problem, który dotyka przede wszystkim pacjentów

Po interwencji Policji zablokowano dojazd do szpitala. Przypadek czy forma demonstracji „władzy”?

Interwencja Policji wobec lekarza, który przyjechał do szpitala w celu udzielenia pilnej pomocy medycznej, rozpoczęła serię zdarzeń, których konsekwencje są odczuwalne do dziś. Po trwających postępowaniach i sporze dotyczącym zasadności działań funkcjonariuszy jedyny przejazd umożliwiający bezpośredni dojazd pod wejście placówki został zablokowany stalowymi słupkami. Decyzja ta wpłynęła nie tylko na codzienną pracę szpitala i służb technicznych, ale przede wszystkim na pacjentów - osoby po operacjach, poruszające się o kulach, na wózkach oraz wymagające pilnej pomocy medycznej.

Stan przed interwencją: gumowe słupki - liczne ślady użytkowania - możliwy dojazd do szpitala

Słupki gumowe

Stan po interwencji: stalowe słupki - zablokowany dojazd do szpitala

Słupki stalowe

W czerwcu 2026 roku współwłaściciel szpitala przyjechał w godzinach wieczornych pod placówkę w celu udzielenia pilnej pomocy medycznej osobie bliskiej. Na środku drogi, naprzeciwko wejścia do szpitala, stał radiowóz z włączoną sygnalizacją świetlną. Jak się później okazało - powodem postoju miało być wykonywanie zakupów w pobliskim sklepie spożywczym.

Współwłaściciel szpitala, będący lekarzem ortopedą, po wyjściu z samochodu niezwłocznie udał się w stronę zbliżającego się policjanta, aby wyjaśnić, kim jest oraz dlaczego wjechał na teren przez elastyczne gumowe słupki.

Cel był jeden - pilne udzielenie pomocy medycznej. W działania zaangażowany był również personel szpitala. Lekarz poinformował funkcjonariusza, że posiada pisemną zgodę zarządu wspólnoty na wjazd na teren osiedla.

Próbował również wyjaśnić, że z tego przejazdu korzystają regularnie m.in. pacjenci po operacjach, serwis gazów medycznych, firmy odpowiedzialne za sterylizację, wywóz odpadów (na terenie osiedla znajdują się dwie wiaty śmietnikowe), serwisy zieleni, kurierzy dostarczający duże i ciężkie przesyłki oraz inne uprawnione podmioty. Widoczne ślady na gumowych słupkach potwierdzały wielokrotne korzystanie z tego przejazdu.

Zgodnie z zapisem kamer monitoringu (który został później uznany przez prokuratora za niemający znaczenia dla sprawy), rozmowa trwała około czterech minut.

Funkcjonariusz opierał swoje stanowisko wyłącznie na znajdującym się tam znaku B-1. Znak ten został ustawiony wiele lat wcześniej przez Wspólnotę w celu zapobiegania wykorzystywaniu zamkniętego terenu osiedla jako parkingu. Jednocześnie zastosowano elastyczne słupki, ponieważ konieczne było umożliwienie przejazdu osobom i służbom uprawnionym - między innymi straży pożarnej, gdyż przebiega tam droga pożarowa.

Lekarz, mając na uwadze stan osoby wymagającej pomocy, chciał umożliwić jej wejście do szpitala. Wcześniej poinformował funkcjonariusza, że w rejestracji placówki znajduje się pisemne upoważnienie Wspólnoty dotyczące prawa wjazdu i chce je okazać.

Nie zostało mu to jednak umożliwione.

Po kilku sekundach do sytuacji dołączył drugi policjant, który chwilę wcześniej wyszedł ze sklepu. Nie uczestnicząc w dotychczasowej rozmowie, zastosował wobec lekarza przymus bezpośredni, chwytając go od tyłu.

Pomijając fakt, że lekarz udzielający pomocy medycznej w określonych sytuacjach również korzysta ze szczególnej ochrony prawnej, funkcjonariusz - już po odsunięciu lekarza od drzwi - kontynuował próby zakładania dźwigni na bark, mimo że drzwi szpitala pozostawały zamknięte.

Całe zdarzenie odbywało się na oczach przerażonych, płaczących dzieci w wieku 3 i 5 lat, które od początku znajdowały się w pobliżu.

Konsekwencje zdrowotne zdarzenia okazały się poważne. Uszkodzenia obu barków lekarza były na tyle rozległe, że w grudniu przeszedł kolejną operację barku lewego, a planowana jest również operacja barku prawego. Obecnie doszło już do rozwoju zmian zwyrodnieniowych stawów III i IV stopnia.

Trzy oddzielne postępowania

W związku z całym zdarzeniem wszczęte zostały trzy oddzielne postępowania.

W toku spraw prowadzonych przed sądem i prokuraturą pojawiły się zarzuty dotyczące licznych nieprawidłowości podczas interwencji: braku kamer nasobnych, braku poinformowania lekarza o przyczynie zastosowania przymusu bezpośredniego, użycia go bez konieczności, zakazu nagrywania dźwięku z interwencji, zabrania telefonu, niespójności w zeznaniach funkcjonariuszy oraz wątpliwości dotyczących sporządzonych notatek służbowych.

W ocenie lekarza, po rozpoczęciu postępowań rozpoczęto kompletowanie dokumentacji mającej przedstawić przebieg zdarzenia w odmienny sposób.

Pojawiły się m.in. notatki służbowe zawierające identyczne fragmenty tekstu, które następnie stały się podstawą zeznań w różnych sprawach - mimo że dotyczyły różnych terminów przesłuchań.

Pojawiła się również dokumentacja medyczna wskazująca na rzekome wykręcenie palca oraz zadrapanie klatki piersiowej funkcjonariusza przez lekarza. Budzi to pytanie, w jaki sposób miałoby do tego dojść w sytuacji, gdy wobec lekarza stosowany był przymus bezpośredni i sam miał wykręcone obie ręce.

Dodatkowo w pisemnym raporcie sporządzonym przez wszystkich trzech policjantów w dniu zdarzenia wskazano, że żaden z funkcjonariuszy nie doznał obrażeń ani uszkodzeń ciała.

Mimo tych okoliczności komisariat, gromadząc dokumentację i wskazując kolejne potencjalnie naruszone przepisy kodeksu karnego oraz ruchu drogowego, skierował osobny wniosek do Sądu o ukaranie - bez wcześniejszego przesłuchania lekarza w tej sprawie.

Jednocześnie prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania po zawiadomieniu złożonym przez lekarza, nie przesłuchując świadków ani funkcjonariuszy biorących udział w interwencji.

Obszerna skarga dyscyplinarna przygotowana przez pełnomocnika, oparta na przepisach prawa oraz ustawy o Policji, dotycząca działań wszystkich trzech funkcjonariuszy (w tym m.in. prowadzenia czynności bez rejestratora), zakończyła się przeprowadzeniem rozmowy z jednym policjantem.

Nie odniesiono się szczegółowo do wskazywanych zarzutów dotyczących powodów zastosowania przymusu bezpośredniego oraz innych zgłaszanych uchybień. Nie wyciągnięto również konsekwencji służbowych.

Osoby zainteresowane przepisami dotyczącymi praw i obowiązków Policji odsyłamy do regulacji, zgodnie z którymi:

„Policja jest formacją służącą społeczeństwu i przeznaczoną do ochrony bezpieczeństwa ludzi oraz utrzymywania bezpieczeństwa i porządku publicznego”.

Zgodnie z zasadami etyki zawodowej:

„W sytuacjach nieuregulowanych przepisami prawa policjant powinien kierować się zasadami współżycia społecznego i postępować tak, aby jego działania mogły być przykładem praworządności i prowadziły do pogłębiania społecznego zaufania do Policji”.

https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/policja-srodki-przymusu.html

 

A potem pojawiły się stalowe słupki

W czasie, gdy postępowania nadal trwają, doszło do kolejnego zdarzenia.

Jedyny przejazd umożliwiający dojazd bezpośrednio pod główne wejście szpitala został całkowicie zablokowany stalowymi słupkami.

Przez około dziesięć lat przejazd funkcjonował bez większych problemów. Korzystały z niego różne podmioty, a jego istnienie można zweryfikować m.in. na archiwalnych zdjęciach dostępnych w serwisach mapowych.

  • Nie miało znaczenia, że jest to droga pożarowa.
  • Nie miało znaczenia, że wcześniejsze elastyczne słupki nosiły wyraźne ślady użytkowania przez pojazdy korzystające z przejazdu.
  • Nie miało znaczenia, że miejsce to od lat było wykorzystywane przez szpital, mieszkańców oraz służby techniczne.
  • Nie miało znaczenia, że ZDMK wydało pisemną opinię dotyczącą istniejącego w tym miejscu zjazdu awaryjnego, który zgodnie z § 54 ust. 5 rozporządzenia Ministra Infrastruktury nie powinien być blokowany trwałą przegrodą (dopuszczalne są rozwiązania umożliwiające dostęp, np. słupki składane, elastyczne czy szlaban).

Najważniejsze okazało się całkowite uniemożliwienie przejazdu.

Pierwsze skutki były widoczne natychmiast

Problemy pojawiły się już pierwszego dnia po montażu stalowych słupków.

Kurier dostarczający ciężkie skrzynie z narzędziami przeznaczonymi do sterylizacji operacyjnej poinformował, że nie będzie transportował ich ręcznie na tak dużą odległość.

Śmieciarka, która wcześniej mogła podjechać bezpośrednio pod wiatę śmietnikową, będzie musiała zatrzymywać się na jezdni. Pracownicy będą zmuszeni przeciągać ciężkie pojemniki kilkadziesiąt metrów oraz pokonywać wysoki krawężnik.

Utrudnienia dotyczą również odbioru szkła z pojemników do recyklingu, dostaw do lokali usługowych oraz prac serwisowych wymagających wykorzystania specjalistycznych pojazdów.

Największym przegranym jest pacjent

Najbardziej niezrozumiały pozostaje wpływ tej decyzji na codzienne funkcjonowanie szpitala.

Obecnie nie ma możliwości bezpośredniego podjazdu pod główne i jedyne wejście do placówki.

Konsekwencje ponoszą przede wszystkim pacjenci:

  • pacjenci po operacjach,
  • osoby poruszające się o kulach,
  • pacjenci na wózkach inwalidzkich,
  • osoby wymagające pilnej pomocy medycznej, w tym transportowane karetką lub transportem medycznym.

To właśnie oni zostali pozbawieni możliwości wygodnego i bezpiecznego dotarcia do wejścia szpitala.

Dlatego mieszkańcy, pacjenci i pracownicy szpitala mają prawo zadać pytanie:

Czy decyzja o całkowitym zablokowaniu dojazdu została podjęta z myślą o bezpieczeństwie i dobru mieszkańców, czy była konsekwencją wydarzeń, które rozpoczęły się od interwencji Policji wobec lekarza udzielającego pomocy medycznej?

Na to pytanie odpowiedź wciąż pozostaje otwarta.

Kontakt

ul. Dworska 1B/LU1, 30-314 Kraków
Poradnie Szpital Dworska - Nowa Ortopedia
Rejestracja Pacjenta
rejestracja@dworska.pl
Oddział Chirurgii Jednego Dnia
Sekretariat oddziału
12 396 43 11
sekretariatmedyczny@dworska.pl
Szpital Dworska - Kraków

Godziny otwarcia

Poniedziałek:
7:30 - 20:30
Wtorek:
7:30 - 20:30
Środa:
7:30 - 20:30
Czwartek:
7:30 - 20:30
Piątek:
7:30 - 20:30
Sobota:
7:30 - 14:00
Niedziela:
nieczynne


Szpital roku 2025

Miejsce przyjazne rodzinom z dziećmi
lokalizacja parkingu

Parking koło Szpitala Dworska - wjazd od ulicy Bułhaka